Innowacyjne Firmy Rodzinne - jak to zrobić?

Czołem Podtlenkowicze!

Czołem Podtlenkowicze!

Aleksander Wielki, gdy podbijał kolejne ziemie stosował bardzo niekonwencjonalne podejście do strategii i taktyki wojskowej. Dla jednych to były szalone plany i założenia, dla innych była to jedyna droga do sukcesu. Dzięki temu był wstanie podbić wojska Dariusza (Persów), które były liczniejsze dwudziestokrotnie. Jak to zrobił? Posłuchaj jak to samo zrobić z Twoją firmą.

 

Posłuchaj już teraz!

Posłuchasz również na:

Spotify
Google Podcast
Apple Podcast
YouTube

Podtlenek Biznesu Podcast. Porady dla przedsiębiorców, poczucie humoru, przykłady i anegdoty. Na program zapraszają Bartek Janiszewski i Daniel Marczak.

 

BJ: Witam wszystkich serdecznie.

DM: Ja też witam Ciebie i wszystkich. Jest wielki comeback. Wróciłem.

BJ: No właśnie, bo tak to było trochę samotnie. Ten jeden odcinek to dziwnie się nagrywało.

DM: Taki samogwałt werbalny.

BJ: Trochę tak. Trzeba było samemu pilnować tego, co się mówi. Dzisiaj mamy 23 odcinek i zgodnie z tym, o czym ja rozmawiałem z Wami w poprzednim odcinku, chcieliśmy się skupić na firmach rodzinnych i dzisiaj o rodzinnej innowacji i o tym, w jaki sposób wprowadzać innowacje i czy w ogóle to ma znaczenie, żeby te innowacje wprowadzać do swojego biznesu i do swojego toku rozumowania. Dzisiaj odpowiemy sobie na kilka pytań. Dlaczego ważne jest być innowacyjną firmą? Co to znaczy być innowacyjną firmą? Jakie pytania warto sobie zadać podczas przechodzenia czy podczas sprawdzania, czy jest się innowacyjną firmą? Co można ulepszyć i w jakich obszarach działać? I na końcu…

DM: Co do tego miał Aleksander Wielki?

BJ: I jak pozyskać na to wszystkie finansowanie. Tak że zapraszam serdecznie. Zacznijmy od tego. Ja mam dobry cytat, DMu.

DM: Ja też mam, ale ja mam lepszy.

BJ: Ja mam taki cytat: „Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić” — Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Lampart. Gościa nie znam.

DM: Ale nieźle go wymawiasz.

BJ: Z włoska trochę. To jest zbieżne z tym, co Einstein powiedział, że trzeba być wariatem, myśląc, że będziesz miał inny wynik, robiąc wciąż to samo. Może nie dokładnie tymi słowy, bo już tyle razy tego używałem, że…

DM: Nie powtarzasz się.

BJ: Nie powtarzam się.

DM: A wiesz jak Warren Buffett, ten co u nas wisi, jak on mówi na firmy rodzinne?

BJ: No, dawaj.

DM: „Klub szczęśliwej spermy”.

BJ: Coś na pewno w tym jest. Zgodnie z tym, o czym rozmawialiśmy sobie poprzednio, firma rodzinna to taka firma, w której większość kapitału jest w rękach rodziny. Według badań GUS-u w Polsce jest takich firm 2,2 miliona, a co ciekawe deklaruje się być firmą rodzinną w Polsce nieco ponad 800 tysięcy, czyli o wiele mniej firm myśli, że jest firmą rodzinną niż faktycznie jest.

DM: Jest trzy razy tyle, ile deklaruje się być.

BJ: Tak.

DM: Ciekawe. Od razu przyszły mi do głowy takie metafory: Aleksander Wielki i jego ojciec jest Filip to jest case, który zostawimy na deser; ale na przykład taka rodzina Soprano albo takie rodziny mafijne; cóż za fenomenalna metafora.

BJ: Bo oni bardzo dobrze podzieli sobie te wszystkie obowiązki.

DM: Taki ojciec chrzestny. Jest największy motherfucker, ojciec chrzestny i jest tam kupa osób z rodziny. Najczęściej jest w mafii tak, że nie dość, że się włącza własnych członków rodziny, jest ta Cosa Nostra dalej tak jak była, to jeszcze te relacje z pracownikami tak naprawdę czy innymi przestępcami też są natury rodzinnej.

BJ: Oczywiście. Dobre jest to, że oni tam mieli bardzo jasno określone, kto może być w rodzinie, kto może być decyzyjny i kto ma jakiś realny wpływ na to, w którym kierunku idzie firma. Ale wracając do tematu, mam bardzo fajny przykład takiej firmy rodzinnej, która poszła właśnie po innowacje i myślę, że wszyscy tę firmę znamy. Zaczęło się od tego, że rodzice Marcina Grzymkowskiego mieli swój biznes obuwniczy, bodajże dwa sklepy z obuwiem w Nowej Soli i Zielonej Górze i normalnie sobie robili ten biznes. Natomiast Marcin, czyli sukcesor i założyciel firmy, zdecydował, że zacznie digitalizować cały ten biznes i nie tylko wstawił sklep internetowy i zaczął sprzedawać to w Internecie, bo to jest naturalny krok i najprostszy, ale też zdecydował, że wprowadzi taki system esize.me, czyli mierzenia stopy i wprowadzania tego w system i tak powstał sklep eobuwie.pl. Rzeczywiście jest to bardzo dobry system, który ja widziałem już w kilku galeriach handlowych i to działa.

DM: Ja nie byłem, ale widziałam, że wyjebka.

BJ: To jest petarda. Jest tak, że jeżeli zmierzysz stopę dziecka, która się cały czas zmienia i to jest problem, bo musisz z tym dzieckiem pojechać do sklepu i zmierzyć mu znowu buty, czy pasują albo kupić kilka par tych butów, żeby w domu ocenić czy musisz zamrozić dużo pieniędzy i odesłać te, które Ci nie pasują. Natomiast jeżeli zmierzysz raz, to ten system jakby rośnie razem z dzieckiem, więc podpowiada Ci, że teraz Twoje dziecko powinno mieć taką stopę. Ta innowacja, którą wprowadzili, bardzo się rozrosła i zaciekawiła się tą innowacją i tą firmą w 2016 roku firma CCC i wykupiła 75% udziałów za 230 milionów złotych, zapewniając stały wzrost i dalszy rozwój firmie, która zaczynała jako sklepik z obuwiem.

DM: O Jezu, ile to pieniędzy! Ty wiesz, ile to ziemniaków by było?! Ale bym chciał mieć tyle kasy i rozwijać firmę z takim budżetem. Daj mi 200 milionów!

BJ: Wszystko można by było zrobić wtedy. Ale dokładnie to zaczęło się od tego, że ktoś zakwestionował rzeczywistość i zaczął myśleć trochę nieszablonowo, bo podejrzewam, że gdyby państwo Grzymkowscy, rodzice Marcina, w jakimś stopniu byli zapytani w którymś momencie, co tutaj dalej zrobić, to prawdopodobnie myśleliby o tym, żeby nowe obuwie wstawić albo rozszerzyć asortyment o klapki lub buty narciarskie. Zgaduję, bo nie znam ich i nie czytałem wywiadu, ale bardzo często jest taki model, że idziesz swoim modelem biznesowym, który się utarł i działa, a nie myślisz o tym, co można zmienić.

DM: To prawda. Ja mam taki case rodzinny. Zresztą miałeś okazję widzieć, jak to wygląda u mnie rodzinnie, jeżeli chodzi o warsztat samochodowy. Ostatnio wpadłem na to, że to jest idealny polski model biznesu. Jest ojciec rodziny, który ma fach w ręku, ma swój warsztat i tak jak u nas w rodzince było, że moja chrzestna ogarniała tematy księgowe, fakturki, jakieś bajery; wujo naprawia i jest w tym super; ale myślę, że wujaszek z obsługą klienta to zawsze był na bakier. Pamiętam, jak byłem dzieciakiem i jak były te stacjonarne telefony i jak wujo dzwonił do nas, to ja odbierałem jako dzieciak: „Halo”, a on sobie robił ze mnie jajca i później miałem traumę, jak dzwoniłem i słyszałem, że to mój wujo i mówiłem: „Cześć wujku. To ja DMek”, — „To nie wujek, to Zdzisław Kręcina”. „Babciu, to ja źle wydzwoniłem”. Mój brachom, jak był starszy, to poszedł do technikum mechanicznego i też pomagał swojemu ojcu właśnie w jakichś tam tematach i przypomniałem sobie super anegdotę. Gdy mieszkałem z nimi w legendarnym Brwinowie i była taka akcja, że jest lato i pełen sezon, jakieś naprawy, cały plac zastawiony, wujo od 8.00 do 18.00 zapiernicza jak dziki pawian i właśnie były takie historie typu wujo podchodzi do płotu, my siedzimy na werandzie i było do mojej ciotki: „Ulka, Ulka, choć popompujesz!”. Ja mówię: „Co tu się w ogóle dzieje?!”. Chodziło o to, że jak wuj wchodził do kanału i robił hamulce i trzeba było pedałem popompować, to nie miał drugiej osoby. Wcześniej podejmował próby rozwoju biznesu.

BJ: Jak podejmował próby rozwoju? Jakie innowacje próbował wdrożyć?

DM: Próbował zatrudniać ludzi, czyli najprostsze próby, gdy masz dużo roboty.

BJ: To w sumie nie jest innowacja tylko rozwój.

DM: Rozwój. Jeśli chodzi o innowacje, to tutaj zabrakło chyba tego. To jest strategia.

BJ: Zmieniło się tam od tego momentu? Zmienił się jego warsztat?

DM: Nie bardzo. To jest jednoosobowa działalność, która ma na celu dociągnąć do emerytury aniżeli rozwijać. Rozmawialiśmy kiedyś, żeby poza samochodami wjechać w silniki kosiarkowe i tak dalej, ale jakby…

BJ: Może on nie ma potrzeby, bo bardzo często jest tak, że innowacje są potrzebne po to, żeby oczywiście rosnąć, ale jeśli komuś wystarcza to, co ma, to następnym pytaniem jakie warto sobie zadać w przypadku każdego serwisu jest to, czy ma plan przekazania tego komuś. Jeśli jest plan sukcesji, a według tych statystyk KPMG jest tak, że 81% właścicieli firm rodzinnych planuje przekazanie biznesu w jakiejkolwiek formie, to musi pomyśleć, jak to zrobić, żeby ta firma była wartościowa.

DM: Ja myślę, że po tym, jak mój brat poszedł do technikum, poszedł na praktyki i liznął tego wykształcenia i samej zajawki, to doszli do wniosku, że jednak nie będzie sukcesorem, bo finalnie został policjantem. Ale wiem, że on ma super zajawkę, że on lubi ojcu pomóc, oni razem robią samochody. On sobie podłubuje przy swoim i współpracują, ale on nigdy nie chciał być przedsiębiorcą i nigdy nie chciał być sukcesorem i rozwinąć warsztat. To ja bardziej jako dalsza rodzina aniżeli najbliższa zawsze zagadywałem, że może by to czy tamto zrobić.

BJ: Dokładnie. Może oni nie mają tej potrzeby.

DM: Inna strategia.

BJ: Warto sobie zadać pytanie, dlaczego ważne jest być innowacyjną firmą i po co to robić. Jak Ty uważasz? Później ja sięgnę po taką anegdotę czy cytat.

DM: Rzuć mi rękawicę, dawaj!

BJ: Czyli ja mam zacząć? No dobrze. Dlaczego ważne jest być innowacyjną firmą? Ja czytałem książkę Briana Tracy „Strategia marketingowa” i tam znalazłem bardzo ciekawą rzecz, czyli zasadę ofensywy.

DM: Opowiedz mi.

BJ: Napoleon wypowiedział takie słowa: „Żadne wielkie bitwy nigdy nie zostały wygrane przy zastosowaniu strategii defensywnej”. Taki jest sens, że żeby odnieść w ogóle jakiś sukces w biznesie, to musisz być proaktywny. Musisz coś robić, działać i stosować tak samo zasadę nieustannej ofensywy, czyli szukać nieustannej innowacji lub poprawiania swojej przewagi konkurencyjnej. To oczywiście odnosi się do nowych produktów, nowych usług czy doskonalenia sposobu prowadzenia biznesu. Jeśli chcesz być lepszy niż ktoś, jeżeli chcesz zyskać część tego rynku, który w tym samym momencie chce pozyskać też inny biznes — Twoja konkurencja, to musisz cały czas działać i atakować.

DM: Ja mam tutaj kontrujący cytat ze studiów.

BJ: „Wszystkie wielkie bitwy zostały wygrane defensywnie”.

DM: Najlepszą obroną jest atak, ale taki bardziej jujitsu style. Za to jest taki cytat, który uwielbiałem w liceum i na studiach. Nazywa się: „Si vis pacem, para bellum”, czyli „Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”.

BJ: Tutaj przy tym wszystkim dla mnie bardzo ciekawym obrazem był przykład Aleksandra Wielkiego, którego używałem w poprzednich podcastach, który w bitwie pod Gaugamelą zdał sobie sprawę z tego, że jeżeli ma naprzeciwko siebie Persów, którzy mieli wojsko dwudziestokrotnie silniejsze, mieli przewagę liczebną…

DM: Plus mieli słonie, rydwany i całą masę rzeczy. To jest epicka bitwa z 331 r. p.n.e.

BJ: Zamieniasz się w kujona. I on musiał bardzo jasno sobie określić to, że jeżeli będzie tym swoim malutkim wojskiem siedział w jednym punkcie i czekał na atak, to go po prostu zjedzą. Zgniotą go słoniami, przejadą rydwanami i w ogóle go zmasakrują, wyniosą na mieczach. I zdał sobie sprawę, że on musi cały czas atakować. I takim jego kluczowym ruchem był atak w dowódcę tych wojsk. Tu jeszcze wchodzi zasada koncentracji, ale to nie jest istotne w tym momencie. Chodzi o atak.

DM: Cały patent z tą bitwą też był taki, że oczywiście on atakował i tak dalej, ale ich było bardzo dużo. Trzeba pamiętać, że cały fenomen Aleksandra i Filipa II Macedońskiego — jego ojca, o którym piałem pracę na pierwszym roku studiów — był taki, że oni mieli falangę macedońską, czyli, że oni wszyscy byli tak bardzo skompresowani i mieli tarcze na zakładkę jeden za drugiego, że trudno było ich trafić, ale jak wpadł w nich słoń czy rydwan, które miał takie bajery, to jest kicha. Na początku tej bitwy była taka akcja, że oni ruszyli tymi rydwanami, a falanga jak nigdy wcześniej się rozstąpiła i przypuściła ten atak, a jak wjechały w nich słonie, których się Macedończycy nie spodziewali za specjalnie, to był jakiś myk, że oni straszyli te słonie ogniem i jakimiś dźwiękami i te słonie tratowały armię perską, a Macedończycy cały czas do przodu, cały czas akcja i właśnie z tej falangi stworzyli taki klin, którym wbili się centralnie w Dariusza. I jak Dariusz zobaczył, że przełamali tę ofensywę, to się zawinął.

BJ: To była właśnie innowacja. A że świat biznesu bardzo często czerpie z militariów, i mieliśmy też wspaniałego gościa Włodzimierza Kopcia, który też o tym opowiadał, to warto brać przykład z takich historycznych zdarzeń, bo tutaj innowacyjność pozwoliła wygrać wielką bitwę.

DM: Wyciągnąć wnioski, bo później Aleksander używał tych samych patentów, które zaobserwował u Persów.

BJ: To było mu łatwiej. Więc co to znaczy być innowacyjną firmą? Jak dla mnie jest to łamanie zastanej rzeczywistości i kwestionowanie tej rzeczywistości, bazując wciąż na naszych rodzinnych tradycjach, doświadczeniach, reputacji. I to łamanie zastanej rzeczywistości i zadawanie sobie pytań ma służyć właśnie budowaniu przewagi konkurencyjnej, czyli tego, żeby być lepszym niż ktoś inny. Bo w biznesie jest tak jak w sporcie. Cały czas musisz szukać, myśleć, pracować po to, żeby być lepszym; cały czas trenować i szukać nowych rozwiązań czy technik i się ulepszać.

DM: Szkolić się, jeździć, zdobywać, startować, bo jak nie podejmujesz rękawic, to raczej na tej sali treningowej zostaniesz. Możesz być super w teorii, ale jaka jest praktyka.

BJ: To, co jest istotne to to, żeby firma, która chce być innowacyjna, zadała sobie pytanie; może szef takiej firmy albo ktoś, kto ma wpływ na rządzenie taką firmą: czy w firmie jest przede wszystkim przestrzeń na to, żeby kwestionować lub krytykować to, co już jest; czy zadajesz w ogóle pytania młodym osobom czy młodemu pokoleniu, co by zmieniły w takiej firmie. To jest istotne, bo trudno wyjść z takim pytaniem. Bo jeżeli prowadzisz biznes 20 czy 30 lat jak Twój wujek, to on wie, jak to się robi, jak to się naprawia, i jemu to wystarcza. Co mu będzie mówił jakiś smrodek, który był…

DM: Co nie umie naprawić Seicento.

BJ: „Wcześniej był u mnie i trzeba mu było kanapkę posmarować masłem, to co on będzie mi mówił tu o Internecie.”

DM: Biznesie. Jak pieniądze zarabiać.

BJ: „Biznesie, jak od tylu lat ja już to robię”. Myślę, że to miałoby znaczenie i rację bytu, gdybyśmy żyli 300 lat wstecz i rzeczywiście świat nie zmieniałby się tak szybko jak się zmienia. Wydaje mi się, że my jesteśmy w miarę obyci w tym, co jest nowe.

DM: To wejdź na TikToka.

BJ: TikTok, Snapchat i te wszystkie kanały komunikacji czy aplikacje, które działają, a warto je po prostu znać. To jest część tych pytań. Bo to, czy jest przestrzeń, to jedno. Ale jak zbudować taką przestrzeń i zastanowić się, czy ona jest, bo to jest najważniejsze. To, że zadasz sobie pytanie, to ludzie powiedzą: „No jest!”. Przecież każdy może powiedzieć, że coś się zmienia. Ale teraz weź sobie kartkę, słuchaczu, i zastanów się, kto zaczyna takie niepopularne dyskusje. Czy jest ktoś, kto wprowadza taki twórczy zamęt w firmie, że kwestionuje to, że „To nie tak powinniśmy przyjmować sprzęt!” albo „Nie tak powinniśmy świadczyć tę usługę”, „To mi się nie podoba”. Warto to wziąć i zastanowić się wspólnie.

DM: Myślę, że kluczowe tutaj jest to, żeby dać to pole do popisu, żeby pytać, żeby zastanawiać się nad tym, bo często z mojego doświadczenia wynika, że nie ma takiej oddolnej chęci. Jeśli nie ma odgórnie pytania, to bardzo rzadko zdarza się tak, że przyjdzie pracownik i powie: „Szefie, moim zdaniem to nie działa. Powinniśmy to zrobić tak i tak”. Albo „Tu jest problem”. Idealną sytuacją byłoby powiedzenie: „Jest problem z przyjmowaniem maszyn do serwisu. Mam pomysła, ojcze!”. Jak w Kiepskich.

BJ: To, o czym rozmawiamy, to ogólnie odnosi się do innowacyjności w firmie. Natomiast to pytanie, które zadałeś, zakończone tym, że jest kierowane do ojca lub matki, do właściciela i głowy biznesu i rodziny, jest bardzo spaczone i to mam nadzieję, że przerobimy w następnym podcaście, czyli jak poprawić komunikację w firmie rodzinnej, bo bardzo często jest tak i podawałem w poprzednim odcinku taki przykład, że bardzo trudno jest, aby ojciec nauczył syna jeździć na nartach.

DM: O, tak, podobało mi się to.

BJ: Ja to nawet czytam w „Basi”, czyli książeczce dla mojej czteroletniej córki. Marianna Oklejnik napisała tę książkę i jest świetna. Natomiast tam jest nawet już to, że mała dziewczynka, cztero- czy pięcioletnia Basia, uczy się jeździć na nartach i gdy ojciec próbuje ją uczyć, to się to absolutnie nie udaje, bo wszystko przeszkadza i się po prostu nie da. Gdy wjeżdża wujek, to od razu jest lepiej. Myślę, że tak samo jest w biznesie, tylko problem polega na tym, że najczęściej jesteśmy skazani na siebie, więc albo warto tego słuchać albo zatrudnić konsultanta i to też jest możliwe. Są tacy ludzie, którzy mogą przyjechać do małej miejscowości i jest tylko kwestia tego, żeby z nimi porozmawiać i to odpowiednio zaplanować. Jakie są w ogóle obszary i co można ulepszać w takiej firmie?

DM: Obszary i ulepszanie, pomyślmy.

BJ: Bo to jest ogólnie dosyć otwarta książka, otwarte pudełko, i można w sumie wszytko ulepszać. Bo czy będziesz ulepszać obsługę klienta, czy będzie ulepszenie sprzedaży, czy procesu komunikacji wewnątrz firmy, albo digitalizacja, albo przyśpieszenie jakiegoś procesu. DM: Myślę, jak by to uprościć. Tutaj oczywiście można z siebie wypluwać te mądre słowa, ale bardziej myślę o rzeczach, które można by podać do wdrożenia od razu, czyli na przykład digitalizacja. Jak to ładnie się nazywa. Sprawdź, czy masz stronę internetową i konto na Facebooku, czy jesteś na Google i na Serwisterze. Jeżeli jesteś oczywiście w branży ogrodniczej mechanicznej, kosiarkowej, że naprawiasz. Albo nawet jeżeli to jest faktycznie wulkanizacja, albo mechanika pojazdowa —tak jak u mnie w rodzince. Wydaje mi się, że wujaszek na Google nie ma wizytówki; na mapach nawet go nie znajdziesz. Pamiętam ten problem, że kiedyś była taka rozkmina przy jakichś imieninach. Pamiętam, że projektowaliśmy to. Brachol na początku 2000 lat to robił. Było tak, że wujo podjął decyzję, że czas na marketing i pamiętam jak wczoraj jak mój brachol na takiej pierwszej oldschoolowej drukarce drukował mu wizytówki na twardym i ciachaliśmy je nożyczkami i to był taki hit, że ktoś przyjeżdża i nie zapisuje sobie na kartce numeru, tylko „Proszę bardzo. Mechanika pojazdowa. Numer telefonu”

BJ: Oczywiście.

DM: I faks.

BJ: Tutaj zresztą odzywamy się do wszystkich naszych słuchaczy: jeśli prowadzicie taki biznes z branży mechanicznej, ogrodniczej, naprawiając sprzęty ogrodnicze typu kosiarki i traktory, czy branży mechanicznej samochodowej, to zapraszamy na konsultacje. Z chęcią pomożemy Wam odpowiedzieć na te pytania i znaleźć rozwiązanie. Natomiast gdy już to mamy, czyli załóżmy masz tę cyfryzację, digitalizację, jesteś na Facebooku, to ja nie traktuję tego do końca jako innowacje.

DM: To jest must.

BJ: Tak. Musisz po prostu takie rzeczy mieć, żeby chociaż trochę się rozwijać, a nie cofać. Jest taka zasada, którą zrozumiałem niedawno, czyli jeżeli stoisz w miejscu z biznesem, to się cofasz. A cofasz się dlatego, bo relatywnie wszystkie inne firmy, które się rozwijają, wyprzedzają Cię. Więc w stosunku do nich i mety, która cały czas się przesuwa, to się cofasz. Dlatego warto takie rzeczy robić, które są must be; czytać, słuchać biznesowych podcastów.

DM: Dokładnie. Kolejnym krokiem będzie to, jak to robić. Bo to, że masz konto na Facebooku i jesteś na Google, to jest jeszcze pytanie, jak to prowadzić, jak robić promocję, ofertować, robić reklamy, zbierać opinie. To wiadomo, że jest dużo pracy jest nad tym. Ale jest też taki case, że był temat projektowania baneru rodzinnego. On wisi chyba do dziś. Później była taka wiatka, podświetlenia. To też na tamte czasy to była mega innowacja, że w ogóle widzisz, że tam jest mechanika pojazdowa, a nie tylko marketing szeptany rekomendowany na zasadzie: „Jedź do Błażejka, dobrze Ci zrobi”.

BJ: Oczywiście. Gdy zasialiśmy w Waszych umysłach tę chociaż minimalną potrzebę innowacji, jeżeli chcecie rozwijać swój własny biznes, to pytanie większości jest takie: „Skąd ja wezmę na to pieniądze?!”.

DM: Gdzie są pieniądze za las?!

BJ: Jest kilka rozwiązań.

DM: Jest „Bocian”.

BJ: Jest Bocian, jest SKOK. My na przykład w firmie bardzo dużo rozwiązań i innowacji wprowadzamy poprzez dotacje Unii Europejskiej. To jest dostępne. Nawet jest tak, że jeżeli prowadzisz biznes poza dużym miastem, to są większe te dotacje i jest większa kasa na rozwój firm, które nie są w centrum miasta. Więc to jest jedno. To warto po prostu znaleźć kogoś, kto to ogarnia i potrafi doradzić w dotacjach.

DM: Jak potrzebujecie, to dajcie znak, a pomożemy.

BJ: Dokładnie. To też może być w formie konsultacji i porady, jeżeli będziecie mieć taką potrzebę.

DM: Za darmo.

BJ: Tak. Natomiast kolejną opcją to są oczywiście prywatni inwestorzy, których znasz i którzy uwierzą w Twoją innowację i w Twój nowy biznes. Ale coś, co mnie zaciekawiło i najbardziej rozbudziło moją wyobraźnię, to są fundusze inwestycyjne. Znalazłem kilka danych, chociażby jeżeli chodzisz do lekarza, to możesz znać taki portal, który nazywa się znanylekarz.pl. Właścicielem znanylekarz.pl jest DocPlanner. W 2019 roku DocPlanner uzyskał 344 miliony złotych od grupy inwestorów, między innymi od Goldman Sachs Private Capital, One Peak Partners oraz ENERN Investments i Piton Capital. To są firmy, o których ja nigdy nie słyszałem.

DM: Ja też nie.

BJ: Jeżeli natomiast są w stanie wywalić takie pieniądze, 340 milionów złotych, to znaczy, że pozyskanie na przykład pół miliona albo miliona może być o wiele łatwiejsze i wystarczy przedstawić tylko dobry plan na to, jak to zrobić.

DM: Dla tych, którzy nie korzystali z tego portalu, warto wspomnieć, że znany lekarz.pl polega na tym, że są oceniani lekarze, którzy są na portalu. Jak ja zapisuję się w Lux Medzie do ortopedy, to wchodzę na znanego lekarza, wpisuję tych gości, którzy mi wyskakują, patrzę na termin i ci, którzy mi tam wyskoczyli, mają ocenę 1 na 5 i ludzie tam piszą, że nieprofesjonalny i do bani. Z tego co słyszałem, fenomen zarobku znanego lekarza polega na tym, że jeśli masz wykupione konto premium jako lekarz, to możesz usuwać te oceny.

BJ: OK. Jest to może nie w porządku.

DM: Taki inside.

BJ: Taki inside i to tylko dla tych, którzy słuchają podcastu lub przeczytali to gdzieś. Jest to nie w porządku, ale rozwinęło się im. To może żeby zaproponować coś, co jest bardzo pozytywne, to kolejna firma jako przykład i podanie tych funduszy inwestycyjnych. Firma Brainly, która skupia się na edukacji, która oferuje taki system, że możesz zadać pytanie z zakresu podstawówki, gimnazjum, liceum.

DM: Chyba nawet są już studia.

BJ: Może nawet i studia się rozwinęły. Możesz tam zadać pytanie i jest grupa ludzi, którzy odpowiadają Ci na te pytania i zdobywają punkty. To jest takie dzielenie się wiedzą. Oni dostali 115 milionów dofinansowania. Głównymi inwestorami byli: Naspers, Manta Ray oraz Runa Capital. Podaję te firmy dlatego, że można się do nich odezwać, że można spróbować w to pójść. Ja na pewno tak zrobię i my tak zrobimy z Serwisterem. Bo myślę, że to jest przefantastyczny pomysł, który może rozkwitnąć, gdyby tam podsypać trochę pieniędzy. Bo zresztą z każdym biznesem jest tak, i tego nauczyłem się na studiach, że każdy biznes uschnie, jeżeli nie ma pieniędzy. Musisz na początku włożyć pieniądze.

DM: Musisz podlewać. To są super case’y, drodzy słuchacze. Ja wiem, że to często jest tak, że myślicie: „No gdzie ja tam do takiego tematu!”, ale czasem wystarczy nawet dobry pomysł. Taki bieżący przykład, o którym gadaliśmy ostatnio, startup francuski, który wpadł na pomysł, jak zarobić trochę pieniędzy i zrobić coś dobrego dla planety. W kontekście COVID i tak dalej. Goście z Francji wymyślili sobie startup, że będą zbierać zużyte maseczki. Tak. To brzmi absurdalnie. Po cholerę im te maseczki? Jak to po co — do recyklingu. I goście zebrali chyba 30 tysięcy zużytych maseczek, które zrecyklingowali i z nich zrobili 3 tysiące przyłbic, które mogli spieniężyć. Wymyślili proces, dostali dofinansowanie i działa. Na dany czas to jest strzał w dychę.

BJ: To jest właśnie innowacja, która nie dość, że pomaga planecie, pomaga ludziom, to jeszcze pozwala zarobić.

DM: Pięknie.

BJ: Myślę, że to jest to. Mamy trzydziestą minutę.

DM: Mam jeszcze taki żarcik, skoro już jesteśmy przy tych pieniądzach i przy takich rzeczach ocierających się o lobbing, o politykę i tak dalej. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w jednym z europejskich krajów Europy Środkowej i rozmawiają dwie żony polityków z obozu władzy. Jedna mówi: „Ty, co robisz?” — „Nic, a Ty?”. „Też nic”. A ta pierwsza pyta: „A w jakiej spółce?”.

BJ: Dobre. Podoba mi się.

DM: I tym pozytywnym akcentem dziękujemy, że posłuchaliście.

BJ: Jeżeli Wam się to podobało, to podzielcie się tym i zapraszam Was do naszej konsultacji. Wszystkie dane są na stronie podtlenekbiznesu.pl.

DM: Zapraszamy też na Facebooczka, na Spotify. Pojawiamy się też czasem na YouTube. Podtlenek Biznesu rządzi.

BJ: Szerzcie dobrą energię i do usłyszenia. Cześć!

DM: Hej.